niedziela, 14 czerwca 2015

Brzydkie kaczątko - rzecz o tym, jak truskawki odmładzały cesarzową Sissi

Sissi
Sissi
Mając 16 lat była przerażonym, zasmarkanym i mocno zagubionym dziewczęciem. Na domiar złego niestrudzenie w kuluarach powtarzano, że daleko jej do piękności, że ma okropny bawarski akcent i jest niewychowana. W dzieciństwie radośnie hasała po łąkach otaczających jej rodzinny pałac Possenhoffen, jak szalona jeździła konno po okolicznych lasach i cieszyła się wolnością, bo wszelkie edukacyjne wysiłki rodziców skoncentrowały się na jej starszej siostrze, którą postrzegano jako o wiele bardziej urodziwą. Nie dziwne więc, że dobijając szesnastki - Elżbieta Amalia Eugenia von Wittelsbach (lub po prostu Sissi) wyrwana z bezpiecznych i znanych terenów ze strachem wkroczyła na wiedeńskie salony. Wychodziła za mąż i to nie za byle kogo, bo za samego cesarza Austrii Franciszka Józefa I. Jak w ogóle do tego doszło? Jak to się stało, że brzydkie bawarskie kaczątko zostało zauważone przez jeden z najbardziej znamiennych rodów Europy? Przecież Ela wcale nie przeszła magicznej transformacji w długoszyjnego łabędzia z dnia na dzień... Co w niej widzieli?

https://pl.pinterest.com/pin/474144666989937042/
Franek Józek I
Jeszcze większego smaczku dodawał fakt, że cesarz Franciszek wcale nie był utykającym, grubym i stetryczałym starcem, który zionął kulami na mole, rozsiewał w powietrzu swój cuchnący oddech i hodował tłuściutkie włosy. Nie, mili państwo, Franek był jurnym i młodym przystojniakiem pierwszej wody. Dziewczyny podkochiwały się w nim na potęgę, wzdychały i skryte w swoich haftowanych w bławatki pościelach, nocami marzyły o płomiennej miłości tegoż ciasteczka. Tymczasem... Bang! Arcyksiężna Zofia zaprosiła na dwór swoją siostrę i zarazem matkę Sissi, bowiem upatrzyła sobie jej najstarszą córkę - Helenę. Hela była piękna, miała posągową figurę i spełniała wszystkie oczekiwania arcyksiężnej - no wypisz-wymaluj cesarzowa! Helena podekscytowana ponad miarę przybyła więc z matką i młodszą siostrą Elą na dwór, a potem wszystko zaczęło się sypać... Franek zamiast paść na kolana przed Helą, olśniony jej urodą, urzeczony nieskalaną wypryskami cerą, zaczarowany kształtnym biuścikiem i powalony jej białym pełnym uzębieniem (w tamtych czasach to była rzadkość!) - patrzy tylko na jej młodszą siostrzyczkę. Do tej pory nie wiadomo właściwie czym Sissi go urzekła, ale wzroku od niej oderwać nie mógł. Nogi wrosły mu w ziemię, usta się rozchyliły w zaskoczeniu i zachwycie... Helenę może zauważył, przynajmniej odniósł wrażenie, że tam była, ale to Sissi usidliła jego zmysły od pierwszej chwili. Toż to było jak grom z jasnego nieba! Nieborak zakochał się od pierwszego wejrzenia. Większość mówi, że to pierwsze wrażenie coś miał szwankujące, bo gdzie tam Sissi było do piękności Heleny, ale mówią też, że miłość jest ślepa...

O samej ceremonii zaślubin i ich wspólnym życiu warto opowiedzieć, ale to zapewne już przy następnej okazji i kolejnym specyfiku urodowym Sissi :).

1. Truskawkowa cesarzowa

Początki osławionego rozkwitu urody Sissi przypadną dopiero później. W dniu ślubu uwagę przyciągała nie tyle sama cesarzowa, co... jej suknia. Ela miała jednak znaczący atut - była bardzo młoda. Żadnych zmarszczek, obwisłych piersi, opadających kącików czy kurzych łapek tuż przy oczach. Nic z tych rzeczy! Udało jej się długo zachować młodzieńczy wygląd dlatego, że przez całe lata była wierna... truskawkom!


Medycyna ludowa od wieków doceniała truskawki. Ten niepozorny, czerwony owoc to dar niebios dla cery! Co dobrego mamy w truskawce?

  • Witamina A - działa przeciwzmarszczkowo, regeneruje uszkodzony naskórek, poprawia koloryt skóry i zapewnia odpowiednie jej nawilżenie
  • Witaminy z grupy B - pomagają utrzymać prawidłowe ph, wspomagają gojenie ran i niwelują podrażnienia, przyspieszają tworzenie melaniny, redukują procesy fotostarzenia i przeciwdziałają stanom zapalnym skóry
  • Witamina C - jest silnym antyoksydantem, stymuluje syntezę kolagenu, rozświetla skórę i poprawia jej odcień
  • Cynk - regeneruje uszkodzoną skórę, minimalizuje objawy jej starzenia się i neutralizuje wolne rodniki
  • Wapń - uszczelnia błonę komórkową, leczy alergie i wysypki, koi podrażnienia oraz działa przeciwzapalnie
  • Fosfor - wpływa na procesy odnowy komórek skóry i pomaga utrzymać odpowiednie ph
  • Sód - wpływa na ujędrnienie skóry
  • Mangan - zmniejsza suchość cery, przeciwdziała jej pękaniu i podrażnieniu
  • Magnez - działa przeciwstarzeniowo, koi alergiczne wysypki i nawilża
  • Żelazo - poprawia ukrwienie skóry, przeciwdziała trądzikowi, reguluje wydzielanie sebum i opóźnia procesy starzenia się

Mówiąc krótko, acz treściwie: truskaweczki działają bakteriobójczo, odrobinkę ściągająco, nawilżająco i antystarzeniowo. Same dobroci! 


2. Chluśnij sobie w twarz truskawą!


Jak już wspomniałam - Sissi bardzo lubiła raczyć swoją cerę truskawkami. Podobno nakładała na twarz kruszone truskawki zmieszane z kremem. My nie będziemy bawić się w wykorzystanie mazideł z łazienkowej półki, ale postawimy na naturę :P. W lodóweczce mamy mnóstwo dobroczynnych dla naszej skóry składników, które z powodzeniem można wykorzystać do ciaprania maseczek! A jeśli coś możemy zjeść, to oznacza, że możemy również użyć do upiększenia swego lica!



Potrzebne nam będą jedynie trzy rzeczy:



  • kilka świeżych truskawek (najlepiej z przydomowej grządki)
  • łyżeczka miodu
  • mały kieliszek śmietanki

Przygotowanie:

Wszystkie składniki wrzucamy w trymiga do blendera i blendujemy. Oczywiście możecie wziąć ze mnie przykład i zwielokrotnić liczbę składników - wtedy część pójdzie na maseczkę, a część prosto do buzi! Truskawkowy koktajl zawsze spoko (szczególnie z lodem w upalne dni, polecam!).

Efekty:

Skóra jest wyraźnie odświeżona i rozświetlona. Zaczerwienienia poupalne znikły, a przebarwienia zrobiły się jakby odrobinę bledsze. Wszystko gra i buczy! 

Teraz nie pozostało nic, tylko chlup truskawkami na twarz! :D

Lubicie truskawy? Zajadacie latem? W kosmetykach zdarzyło Wam się je kiedyś wykorzystać?




Bibliografia:

Brigitte Hamann, Cesarzowa Elżbieta, Warszawa 1996
Helmut Andics, Kobiety Habsburgów, Ossolineum 1991

poniedziałek, 8 czerwca 2015

To, co jest złe na jakiś trzystu dziewięciu poziomach! :D

Drodzy moi!

Umarłam i trafiłam do cyrku. No... mniej więcej.


Biję się w pierś, autentycznie. Dawno mnie tu nie było, bo też na dziambdzianie się z naturalnymi składnikami nie miałam czasu. Nowa robota mnie zabija, serio. To coś gorszego niż przebywanie w towarzystwie stada węży i skorpionów (nie wiem czy one żyją w stadzie, ale nieważne). Więcej niż zgroza oglądania en naturelle własnej wątroby. Więcej niż chodzenie po rozżarzonych węglach. Więcej niż dostanie taboretem w ryj. Więcej niż...

Ale powoli (powolutku!) wyłaniam się z tych piekielnych czeluści... to znaczy.... yyy... wychodzę na prostą! I mam nadzieję, że już niedługo (bardzo niedługo) zacznę znowu ciaprać toniki, wcierki i inne maseczki :).

Poza tym, że czuję się aktualnie jak nad wyraz żałosna namiastka ludzkiej istoty i wczesne stadium homo habilis (nawet postawa pasuje, taki przykurcz plecny chyba mi zostanie od tego kwitnięcia przed komputerem, sooooł najs!), bo w sumie to mówiąc eufemistycznie: niedosypiam i niedojadam, ale mam wielką nadzieję, że okres przystosowawczy niedługo się skończy, wdrożę się i będzie cacy. Oby!

Tak czy owak - weekend spędziłam z dala od olejowania (mmm, moje kudły coraz bardziej przypominają mocno zużytą miotłę cioci Wandzi) i maseczkowania (te wypryski, sama słodycz!), bo poszłam z chłopem na łono natury, coby pooddychać świeżym powietrzem!

Zatemże był urokliwy ogród:



Pyszne i zdrowe koktajle (jak dobrze łyknąć coś, co nie ma kofeiny - nie, żebym od kawusi stroniła, bom uzależniona!):



I w ogóle co by nie powiedzieć, to...



Nooo, ale teraz znowu nastał mój dręczyciel, ciemiężca, oprawca, nemezis - ekhm: Lord Poniedziałek.

Wspierajcie mnie duchowo i mentalnie, proszę... O mało nie dostaję w robocie zatoru tętnic, co jest niedorzecznie makabryczne, naprawdę. Niemniej jeszcze wierzę, że będzie lepiej!

A na koniec...

https://pl.pinterest.com/pin/301178293807825274/ 
Ja, uhm... Spieprzaj!


***

https://pl.pinterest.com/pin/196469602470040287/

Sama żeś jest fun, Mary! 
Stawiam browara, jak mi znajdziesz fun element w mojej robocie.


***

https://pl.pinterest.com/pin/338825571942260466/

Jaaa, jaaa, pogodej se.


***


Ale tak czy owak życzę Wam (i sobie, huhu) miłego wieczoru! Do poczytania!

Mała mi.










wtorek, 12 maja 2015

Seria kwiatowa - niezapominajka. Niezapominajkowy ocet do kąpieli i włosów

http://pl.wikipedia.org/wiki/Niezapominajka#/media/File:Myosotis_sylvatica_Sturm17.jpg
Niezapominajka to tak naprawdę w dosłownym tłumaczeniu z greki "mysie uszko". Na upartego kształtem je przypomina. Wiele o niej mówiono i gawęd opowiadano, w końcu to kwiatek, co się nie da zapomnieć! Jedna z legend jest o Bozi. Bozia miał mnóstwo roboty ze stwarzaniem świata, a w dodatku na jego barki spadło zadanie nazwania wszystkich roślin. Był zapomniał o małym niebieskim kwiatuszku, toteż maluszek odezwał się z żałością: "Boziu, Boziu, a ja? Jak ja się będę nazywać?" i wtedy Bozia odpowiedział (może trochę zawstydzony, że taki malec mu wyleciał z głowy?): "Ty będziesz niezapominajką". Voila! Tak powstała nazwa kwiatka. Inna legenda cofa nas w najgłębsze mroki średniowiecza, gdzie rumianolice niewiasty oczekiwały z drżącym sercem na swych rycerzy w lśniących zbrojach. Czasy to były niebezpieczne, więc przed wyjazdem rycerze chcieli umocnić uczucia, jakimi owe niewiasty pałały i odrobinę egoistycznie pragnęli, ażeby dziewoje o nich nie zapomniały, gdy oni będą z szablami walczyć o różne ważne i ważniejsze rzeczy. I jeden taki zakochany po uszy nieborak właśnie wybrał się na przechadzkę brzegiem Tamizy w pełnym uzbrojeniu (khm, khm) i ujrzawszy drobne niebieskie kwiatuszki, zapragnął zerwać je dla swej oblubienicy. Coś mu nie pykło, chłop się potknął i wpadł do wody. Jak tak leciał, to ponoć zdążył jeszcze krzyknąć: "nie zapomnij o mnie" i... plum! Jeszcze inna opowiastka tyczy się staruszka, który dostrzegł w tym niepozornym kwiatku piękno. Niezapominajka zrazu poczuła większą pewność siebie i uznała, że skoro staruszek dostrzega w niej urodę, to i ona się urodziwa czuje. A morał z tego taki, że komplementy zawsze w cenie! :D

1. Niezapominajka niezapomnianym źródłem krzemu i GLA


Niezapominajka w zasadzie powszechnie uważana jest za ładną, delikatną roślinę ozdobną i trzeba jej oddać, że na rabatkach prezentuje się bardzo sążnie. Ale mało kto wie, że ten kwiatuszek to całe bogactwo krzemu! A tenże pierwiastek jest nam potrzebny do prawidłowego funkcjonowania. Tworzy tkankę łączną, białka kolagenu i elastyny, wzmacnia włosy i paznokcie, a także usprawnia pracę mózgu.
 
Jeśli swędzi Was skóra, nocą lubicie sobie zgrzytnąć zębami raz czy dwa dla kurażu, macie manię obgryzania paznokci lub pojawiają się u Was żylaki - może to być znak, że cierpicie na niedobór krzemu. Dla skóry jest on równie ważny - usuwa szorstkość, zapewnia dobre nawilżenie i niweluje pękanie naskórka.


Poza tym... znacie GLA - kwas gammalinolenowy - nieocenione źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych? Kwas ten występuje w ogóreczniku lekarskim, wiesiołku i... niezapominajce, o tak. Dlaczego jest tak ważny? Jego brak powoduje zwiotczenie skóry i sprzyja powstawaniu zmarszczek. Niezapominajka naprawdę kryje w sobie wiele dobroci, czas je wykorzystać!

2. Ocet niezapominajkowy dla piękniejszej skóry i włosów!


Do kotła wrzucamy dwa skrzydła nietoperza, koci pazur, dolewamy świeżego mleka od krowy, którą doimy między czwartą i piątą nad ranem, następnie... Pardon! To nie ten przepis! Do stworzenia octu niezapominajkowego potrzebujemy...


Składniki:
  • garść niezapominajek
  • ocet jabłkowy (najlepiej własnej roboty)
  • słoik
  • pół kieliszka spirytusu (opcjonalnie)
  • 10 kropli olejku eterycznego (opcjonalnie)

Przygotowanie:

1) Niezapominajki płuczemy pod bieżącą wodą, by żadni nieprzyjaciele ogrodowi nam się w nich nie ukryli. Co, jak co, ale nie chcemy octu z mrówkami w bonusie.

2) Kwiatki osuszamy.

3) Słoik parzymy wrzątkiem i wsypujemy do niego niezapominajki. 


4) Kwiatuszki zalewamy octem tak, by przykrył je wszystkie. Słoik odstawiamy na tydzień w ciepłe, nasłonecznione miejsce.

5) Już po jednej dobie niezapominajki zrobią się różowe. To spoczi, nie przejmujmy się tym, wszystko gra i buczy!


6) Po tygodniu wygrzewania, ocet przecedzamy przez sitko lub gazę i zlewamy do wyparzonego naczynka.

7) Teraz możemy udoskonalić nasz ocet. Do kieliszka wlewamy spirolu, a do niego nasz olejek eteryczny, który zdławi nam smrodek octu jabłkowego. Jeśli nie mamy ochoty na olejek, ten punkt możemy zwyczajnie pominąć.


Zastosowanie:
  • do kąpieli - wygładza skórę i stanowi przeciwwagę do wszystkich myjadeł z SLSami (żele pod prysznic, płyny do kąpieli, sole etc.); ocet ma kwaśny odczyn ph, więc nasza skóra z całą pewnością nie będzie wysuszona
  • do włosów - jeśli stosujemy płukankę z octem jabłkowym, spokojnie możemy zastosować też tę z niezapominajką; więcej krzemu - ładniejsze włosie! 
  • do ciała (po rozcieńczeniu wodą destylowaną) - podobnie jak w przypadku wersji kąpielowej - nawilżenie skóry jak ta lala! 


Efekty:

- wygładzona skóra
- błyszczące i nawilżone włosy
- szybsze gojenie się ranek
- minusem może być zapaszek, ale czego się nie robi dla urody... :P



Wykorzystujecie niezapominajki w pielęgnacji ciała albo w tworzeniu zacnych bukiecików? Ach, jeszcze jedno! Pamiętajcie, że 15 maja niezapominajka ma swoje święto! Może warto w ten dzień komuś podarować bukiet tych niebieskich kwiatuszków? :)



Bibliografia:

1. David F. Horrobin, Fatty acid metabolism in health and disease: the role of Δ-6-desaturase, „Am J Clin Nutr”
2. Maria Sychowa, Myosotis L., Niezapominajka. W: Pawłowski B. (red.) Flora Polska. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1963
3. Elżbieta Kowalska-Wochna, Kosmetyki z łąk i pól. Wykorzystanie łąki i pastwiska wszystkie górki i pagórki są aptekami, Panacea nr 2 (27), kwiecień-czerwiec 2009


czwartek, 23 kwietnia 2015

Seria ziołowa - liście czarnej porzeczki. Nalewka porzeczkowo-jarzębinowa z troski o serce

Dawno, dawno temu mówiono na nią: świętojanka, smorodzina, bździuch; nazywaną ją też czarną jagodą lub pękatką. Czarna porzeczka - bo to o niej mowa - jest gwiazdą dzisiejszego postu. I to gwiazdą nie byle jaką, bo jaśniejącą na firmamencie. Dopiero niedawno odkryłam, że jej właściwości rozciągają się daleko poza dużą zawartość witaminy C i chronienie przed przeziębieniami. W Niemczech bryluje jako Johannisbeere, ponieważ owoce porzeczki dojrzewają na św. Jana i dopiero wówczas można wyciskać z nich sok. Jej polska nazwa pochodzi od... rzeki, gdyż roślina ta ulubiła sobie okolice rzek i mokradeł - tam rośnie najbujniej. Historia porzeczki rozpoczyna się w XV wieku we Francji, gdzie szczególnie lubowano się w orzeźwieniu, jakie niosły jej owoce. Ale nie kończy się, wciąż chętnie uprawia się ją w ogródkach, ceniąc za walory smakowe i... zdrowotne. Czemu piszę o czarnej porzeczce teraz, skoro daleko jej jeszcze do dojrzałości (o tej porze roku jeszcze taka gimbusiara z niej :P)? Ano dlatego, że potrzebne będą nam jej młode liście, a te zdobędziemy tylko wiosną. Cóż, poznajmy ją zatem - przed Wami: Jej Krzewiastość - Czarna Porzeczka!

1. Od medycyny ludowej po źródła naukowe - porzeczka dla zdrowia!


Tak, jak wspomniałam - porzeczka była dla mnie owocem, z którego mogłam ukręcić lody, albo dodać do sałatki owocowej. Nie wgłębiałam się w jej dobroczynne właściwości - aż do zeszłego roku. Jestem przekonana, że jakaś część z Was wciąż jej nie docenia ;).


Jeśli chodzi o porzeczkę - wartościowe są nie tylko jej owoce, ale również liście. Ale po kolei! Porzeczki bogate są przede wszystkim w:
  • witaminę C - wzmacnia naczynia krwionośne, niweluje "zły" cholesterol, zmniejsza ryzyko wystąpienia miażdżycy i udaru mózgu, obniża ciśnienie oraz wspomaga cały układ krążenia;
  • witaminę P - pozwala na o wiele lepsze przyswojenie wit. C, zmniejsza ryzyko wylewu, wzmacnia odporność, uszczelnia naczynia krwionośne i wspomaga przepływ krwi w naczyniach wieńcowych
  • witaminy z grupy B - wpływają na prawidłową przemianę materii, regulują metabolizm i wspomagają koncentrację
  • biotynę (wit. B7) - odżywia włosy, skórę i paznokcie, zapobiega siwieniu i łysieniu, odpowiada za metabolizm białek i tłuszczów, reguluje funkcjonowanie układu nerwowego oraz stabilizuje poziom glukozy we krwi
  • prowitaminę A (beta-karoten) - poprawia jakość wzroku, opóźnia pojawienie się oznak starzenia się, działa antyinfekcyjnie, zapobiega miażdżycy, obniża poziom "złego" cholesterolu, zmniejsza ryzyko zawału
  • kwas foliowy (wit. B9/B12) - dzięki niemu produkowana jest serotonina (hormon szczęścia), wspomaga tworzenie czerwonych krwinek, funkcjonowanie żołądka, wątroby i jelit oraz zapobiega chorobom serca, zakrzepom i wylewom,
  • sole mineralne (potas, wapń, żelazo, magnez)
  • mikroelementy (jod, bor, mangan)
Jak widzimy - porzeczka bardzo sprzyja dbaniu o nasz układ krwionośny, serce i zapobiega miażdżycy. Nie dziwi więc, że nalewka przeciwmiażdżycowa w składzie posiada właśnie tę roślinę.


2. Nalewka przeciwmiażdżycowa według receptury Stefanii Korżawskiej


Pani Korżawska napisała mnóstwo wspaniałych książek na temat ziołolecznictwa i dbania o zdrowie metodami naturalnymi. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że ta kobieta mnie mocno inspiruje :). Równo rok temu razem z mamą wyczytałyśmy ten sam przepis na nalewkę - "nalewkę państwa Kościuszków" - i uznałyśmy, że wypróbować zawsze warto. Receptura nie jest trudna, ale z całą pewnością wymaga sporo czasu:

Działanie: 
Nalewka poprawia krążenie, wzmacnia serce i walczy z miażdżycą.

Dawkowanie:
3 razy dziennie po 1 łyżce stołowej lub 1 mały kieliszek przed snem (wówczas pomoże też zasnąć)

Efekty:
Nalewkę pija u mnie tata i mama. Oboje mają nadciśnienie tętnicze, ponadto sama odziedziczyłam po mamie wadę serca. Po kuracji tą nalewką ciśnienie spadło, kołatania serca ustały, miażdżycy nie ma. Mama twierdzi, że to zasługa codziennego wypijania małego kieliszeczka przed snem - czy to placebo, czy rzeczywiście porzeczkowa nalewka działa? Nie wiem, ale nie trzeba wiele, by spróbować ją zrobić, a potem popijać :). Na pewno "miażdżycowcy" nie odmówią.

3. Dlaczego liście porzeczki? Po co jarzębina?


Liście czarnej porzeczki ludowa recepta na bardzo wiele schorzeń:
  • pomagają w leczeniu artretyzmu, kaszlu, rozwolnienia, zapalenia dróg moczowych i pęcherza moczowego
  • poprawiają krążenie krwi i pozytywnie wpływają na pracę serca
  • stosuje się je przy problemach żołądkowych - pomagają w trawieniu, wykazują działanie ściągające błonę śluzową jelit i żołądka (dzięki dużej zawartości garbników)
  • można używać ich do stworzenia mieszanki do płukania jamy ustnej - działają odświeżająco i powstrzymują krwawienie dziąseł

A jak się ma jarzębina?
  • jest pomocna w leczeniu chorób płuc, nerek i wątroby
  • działa moczopędnie i oczyszczająco na organizm
  • stosuje się ją przy kłopotach z krążeniem i nieżycie żołądka
  • zbierajmy ją z dala od ruchliwych dróg; nie jedzmy surowych owoców

Owoce i liście porzeczki, a także jarzębina to - jak widać - same dobroci, szczególnie jeśli chodzi o pracę naszego serca. 

Jakie są Wasze ulubione nalewki? Przekonują Was takie przepisy? Lubicie wypróbowywać receptury mające swoje korzenie w medycynie ludowej? :)



Bibliografia:
1. Jan Macků, Jindrich Krejča, Apoloniusz Rymkiewicz, Atlas roślin leczniczych, Wrocław 1989
2. Anrea-Anna Cavelius, Zioła w medycynie naturalnej, Bremen 2005
3. Ribes nigrum - Czarna porzeczka - herbs2000
4. Monika Karabela, Czarna porzeczka, Panacea Nr 1 (22), styczeń - marzec 2008
5. Stefania Korżawska, Ziołowe ambrozje, Wydawnictwo Corsam, 2012
6. Anna Mazerant, Mała księga ziół, Warszawa 1990 




czwartek, 16 kwietnia 2015

Jędrne piersi z Bożej łaski imperatorowej - czyli o specyfiku carycy Katarzyny II na dobry biust

http://www.partia.is.net.pl/images/Stanislaw_August_Poniatowski/katarzyna_II.jpg
Co to za postać! Mówi się, że uprawiała dziki seks z koniem, posiadała całe legiony kochanków i przyszło jej umrzeć na własnym sedesie. Jej imperialistyczne zapędy, niezwykła inteligencja, legendarne poważanie, zmysł polityczny, rozbuchana seksualność i pociąg do tyranii tworzą zaiste zabójczą mieszankę. Można rzec, że caryca Katarzyna II imperatorowa Wszechrosji była kobietą o tysiącu twarzy. Oblicza te nadawano jej tak różne, że niemal nie sposób dociec prawdy. Przyszła na świat w Szczecinie jako księżniczka anhalcka Zofia Fryderyka Augusta. Ojciec był zubożałym i flegmatycznym arystokratą, matka zaś preferowała barwne, bogate życie i spijanie wszystkich plotek z ust rozchichotanych dam, które nie miały co robić, więc mieliły ozorami. Duża różnica wieku (ok. 35 lat) jeszcze bardziej pogłębiała rysującą się między nimi przepaść. W takiej atmosferze dorastała Kaśka - niezauważana przez matkę, ulubiła sobie swoją guwernantkę,
Katarzyna Wielka
Katarzyna Wielka
która rozbudziła w niej miłość do wszystkiego, co francuskie. W dodatku matka wpajała dziewczynce, że jest bardzo brzydka, a za nią powtarzali to też nauczyciele. Kaśka dorastała w przekonaniu, że okropna z niej wiedźma. Można podejrzewać, że jako dziecko nie grzeszyła urodą - na dobre rozkwitła jednak w wieku dorastania. Budziły się w niej pierwotne instynkty, często nocami była tak pobudzona, że między uda wkładała sobie poduszkę, by "galopować" na niej aż do zmęczenia. Młode pyszne ciałko zauważył też jej wujek - obleśny staruch. Chciał, by Kasia wyszła za niego za mąż i może tak by się stało, gdyby nie jeden szczegół... a może raczej jeden list. Matka Kaśki żywo korespondowała z Elżbietą - młodszą córką cara Piotra Wielkiego, która właśnie zasiadła na rosyjskim tronie. Rzecz szła o chłopca imieniem Piotr. Damy słały do siebie ciepłe listy, wymieniały się nowinkami i obdarowywały wzajemnie drogimi prezentami. Przyszedł czas na coś więcej. Katarzyna (wtedy jeszcze wciąż Zofia) Piotra już kiedyś poznała - był wówczas kandydatem do objęcia szwedzkiego tronu. Wspominała go całkiem nieźle, choć miał wyłupiaste oczy, lubił pakować w siebie wszelkie jadło, a do tego niedomagał umysłowo. Elżbieta jednak postanowiła uczynić go swoim spadkobiercą. Przyszedł czas na połączenie Zofii i Piotra. 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Peter_III_of_Russia_by_Grooth_%281743,_Tretyakov_gallery%29.jpg
Piotr III
Elżbieta miała w tym mariażu swój interes. Była przekonana, że będzie mogła sterować dziewczyną jak marionetką, ale cóż... przeliczyła się. Zofia przyjęła prawosławny chrzest, zmieniła imię na Katarzyna i wyszła za mąż za Piotra. Ślub był huczny, ucztowano całe dziesięć dni. Kasia nie była w ciemię bita - szybko pojęła, że dworski światek to niemałe pole bitwy. Intrygi i knowania były na porządku dziennym, więc chcąc przetrwać sama musiała podjąć grę. Małżeństwo Kasi i Piotra układało się fatalnie - ona inteligentna, on tępy jak pień. Ona żywa i radosna, chętna do małżeńskich igraszek, on skoncentrowany na głupotach i prawie niezdolny do współżycia (miał stulejkę, która utrudniała mu figle w łóżku). Na domiar złego tuż przed ślubem Piotr złapał ospę, po której zostały mu szpecące blizny. Prince charming na białym koniu to to nie był, oj nie. Teoretycznie byli małżeństwem, praktycznie zaś egzystowali po prostu obok siebie. Dziewięć lat po ślubie Katarzyna wydała na świat ich pierwsze dziecko - synka: Pawła Piotrowicza. Tak czy owak, ojcostwo Piotra było mocno dyskusyjne. Zewsząd bowiem dochodziły słuchy, że Katarzyna miała całe zastępy jurnych kochanków, którzy ochoczo odwiedzali ją w sypialni... Ale to już historia na raz następny (i kolejny urodowy specyfik carycy)!
 

1. Cycki sztorc!


Dzięki Stasiowi Poniatowskiemu wiemy, jak caryca w ogóle wyglądała. Stasiek twierdził, że Katarzyna była szczupła, miała wąską talię, brązowe włosy i mlecznobiałą cerę. Zachwycał się chłopina też jej błękitnymi oczyma i ustami stworzonymi wręcz do całowania. Stasiek prawdopodobnie znał i inne szczegóły anatomiczne imperatorowej, ale o nich rzec słów publicznie nie mógł. Wiadomo jednak, że Kaśka dbała o ciało, w tym również o piersi. Podobno zajmowała ją ich jędrność, stosowała więc mieszaninę oleju migdałowego, brzoskwiniowego i oliwy z oliwek, w której to zatopiony był rozmaryn, mięta, liście laurowe oraz liście drzewa sandałowego.


Niestety, nie byłam w posiadaniu wszystkich składników. Z bólem serduszka pominęłam olej brzoskwiniowy i liście drzewa sandałowego, dodałam zaś od siebie kilka kropel olejku eterycznego z mięty.



Sposób przygotowania:

Liście laurowe, rozmaryn i miętę umieszczamy w sterylnym słoiczku i zalewamy mieszaniną oleju migdałowego i oliwy z oliwek. Macerujemy w ciepłym miejscu co najmniej 2 tygodnie, co kilka dni wstrząsając słoikiem. Po tym czasie odcedzamy przez gazę i używamy, by ujędrnić nasze biuściki!

2. Jaki skład, każdy widzi!


Mięta, rozmaryn i liście laurowe. Wszystkie te trzy ziółka mają właściwości ujędrniające i poprawiające krążenie - nie dziwi więc, że Katarzyna stosowała je, by jej piersi nie obwisły. 

Liście laurowe stymulują krążenie krwi, wspomagają regenerację komórek, odżywiają skórę i działają zmiękczająco. Pomagają też usunąć łupież i pozbyć się suchego kaszlu.


Rozmaryn działa przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo, wspiera krążenie krwi, skutecznie ujędrnia skórę, odświeża ją i unosi biust.
Mięta łagodzi ból, więc może być stosowana do smarowania piersi w okresie przed menstruacją. Uważa się, że liście mięty mają pomagać w zwalczaniu guzków i nacieków.




3. Kuszący dekolcik w zasięgu ręki! 


Caryca Katarzyna wiedziała, co robi. Cóż, pozostaje nam tylko wypróbować, czy ten specyfik na ujędrnienie biustu działa. Ale skoro caryca miała aż tylu kochanków, co się jej piersiami zachwycali, to kto wie?


A czego Wy używacie, żeby mieć super seksi jędrny biuścik? Czy imperatorowa Kaśka Was natchnęła, żeby podziałać w tej kwestii i ujędrnić sobie to, czy owo? :D


Bibliografia: 

Władysław Andrzej Serczyk, Katarzyna II carowa Rosji. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1983
Vincent Cronin, Katarzyna Imperatorowa Wszechrosji, Da Capo, 2000
Przemysław Słowiński, Boginie zła, Videograf II, 2010
Kamil Janicki, Katarzyna II Mała. Dzieciństwo słynnej despotki 
Kamil Janicki, Niemka ze Szczecina na rosyjskim tronie. Jak Katarzyna Wielka została carycą? 
Mięta - herbs2000 
Rozmaryn - herbs2000 
Liść laurowy - herbs2000

czwartek, 2 kwietnia 2015

Piękna, młoda królowa bez czterech palców, czyli o Królowej Węgier, która zrobiła "Wodę"!

https://pl.pinterest.com/pin/462744930432747211/
Elżbiecie Łokietkównie, królewnie polskiej i węgierskiej zawdzięczamy wiele, w tym również osławioną "Wodę Królowej Węgier". Ale, jak to w historii bywa, nie wszystko złoto, co się świeci. Ela była stworzona do życia na dworze (królewskim, nie mylić z życiem na łonie natury!). Jak mogłaby nie, skoro zdarzyło jej się być córką Władysława I Łokietka i Jadwigi, latorośli Bolesia Pobożnego? Ojciec nie czuł się specjalnie pewnie na swoim tronie, toteż postanowił wydać córę za króla Węgier - Karola Roberta. Sojusze, sojusze - nie ma miejsca na miłość! W końcu Władzio bał się i zakonu krzyżackiego, i Jana Luksemburskiego, który mamrotał pod nosem, że tron Polski mu się należy i basta. Elżbieta wyszła za Karola i została jego trzecią z kolei żoną (z poprzednimi mu się jakoś niespecjalnie układało, wiecie...). 

Na węgierskim dworze było Elżbiecie całkiem dobrze, ucieszyła się więc, gdy na wakacje zajechał do niej w odwiedziny jej brat - dziewiętnastoletni Kazimierz. Przybył sam, żonę zostawił daleko za sobą, zatem nie było przeszkód by pohulać i korzystać w życia. Upatrzył sobie Kazik dwórkę
http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Polish_Angevin_coat_of_arms.jpg
Zapinki z herbami Polski i Węgier, własność Eli
Elżbiety, piękną Klarę. Tak mocno jej zapragnął, tak bardzo chciał ją w swym łożu ujrzeć, że Elżbieta uknuła niecny plan, by bratu dopomóc zbałamucić niewinne dziewczę. Kazik udawał chorego, a Ela wraz z Klarą miały młodego panicza odwiedzić. Odwiedziły, ale Elżbieta bardzo szybko oddaliła się z sypialni brata, zostawiają Klarę na pastwę losu (i Kazia, rzecz jasna). Czy Kazio wziął Klarę po dobroci, czy był to gwałt? Można tylko spekulować, fakty jednak mówią, że ojciec dziewczyny, gdy tylko dowiedział się o bezeceństwach na dworze królewskim, zapałał słusznym gniewem. Porwał miecz i ruszył na spotkanie z Elą i Karolem. Tak się złożyło, że królewska para akuratnie biesiadowała. Jak tylko ojciec Klary wparował do sali, król Węgier schował się pod stołem i przerażony obserwował zajście. Ela była odważniejsza, postanowiła osłaniać męża. Cóż, ojciec Klary nie ma skrupułów - Karolek schowany pod stołem wychodzi z potyczki niemal bez szwanku (jedyną "pamiątką" była mu tylko zraniona ręka), natomiast Elżbieta traci cztery palce. Od tego czasu zaczęto nazywać ją Królową Kikutą.

Jak łatwo się domyślić, królewska para nie mogła puścić takiego afrontu płazem. Toż to obraza majestatu, usiłowanie morderstwa, a więc i zdrada stanu! Ojciec Klary został porąbany na małe kawałeczki przez rycerzy, zaś głowę umieszczono na bramie wjazdowej. Jego synowie, nim umrą - muszą jeszcze przetrwać tortury: wleką ich końmi po ulicach, a zmaltretowane w ten sposób ciała rzucają psom na pożarcie. W najgorszej sytuacji jednak była Klara - z rozkazu króla obcięli jej nos, wargi i palce. Na domiar złego wtrącono ją do klatki i wożono po wsiach i miasteczkach. Budziła ciekawość i grozę, lud widział bowiem co dzieje się z tymi, którzy próbują załatwić parę królewską. Potem Klara musiała umrzeć. Nim jednak pozwolono jej skonać, była zobowiązana publicznie ogłosić, że kara za działania jej ojca była słuszna. Tak się kończy żywot tych, którzy zadzierają z władcami!

1. Larendogra, czyli słówko o "Wodzie Królowej Węgier"


Ela, mimo że straciła cztery palce i pokazała swe krwawe, przepełnione poczuciem krzywdy i chęcią zemsty oblicze - wciąż rzeczone oblicze miała zadziwiająco młode. No i była królową, a królowe mają to do siebie, że zazwyczaj muszę dobrze się prezentować. W końcu są królowymi, prawda? Nie inaczej było z naszą Elą.

Wyobraźcie sobie średniowiecze - czasy bez koncernów farmaceutycznych i drogerii. A o skórę jakoś trzeba dbać, podobnież i o zdrowie. Mówi się, że to Elżbieta wymyśliła larendogrę - nalewkę spirytusową na bazie ziół. Pierwsze skrzypce gra w niej rozmaryn, zaraz po nim: lawenda. To dwa główne składniki tej mikstury, która - jak wieść niesie - przyczyniła się nadzwyczaj młodego wyglądu królowej. Ponoć wyglądała 20-30 lat młodziej, niż miała naprawdę. Ponadto spędziła 59 lat na tronie, co jest wynikiem całkiem zacnym, nie uważacie? Dożyła sędziwego wieku (75 lat!), co w tamtych czasach uchodziło za cud (lub wynik czarnoksięskich sztuczek!). Powiada się, że to wszystko dzięki tej niesamowitej "węgierskiej wodzie".

By przyrządzić Larendogrę sprowadzano spirytus prosto z Konstantynopola. Dlaczego? Ano dlatego, że ponoć tylko tenże był jakościowo dobry, w dodatku można powiedzieć, że było mu niezwykle blisko do bycia czystym spirytusem! Istnieje całe mnóstwo podań, jakoby zamiast lawendy używano tymianku, gałki muszkatołowej, a nawet drzewa sandałowego. Niektórzy twierdzą, że li i tylko "woda" bazowała na spirolu i rozmarynie. Co człek, to inne zdanie.

2. Woda Królowej Węgier robiona we własnej alkowie


Lubię słowo "alkowa", więc... Osobiście robiłam swoją wodę we własnej alkowie. Taaak. Jak to wszystko wygląda? Co trzeba sobie ogarnąć przed przystąpieniem do sporządzania eliksiru młodości Eli Łokietkówny?


Jak widzimy - bazuję na najpowszechniejszym przepisie: rozmaryn i lawenda. Bardzo, bardzo chciałam zrobić tę naleweczkę ze świeżych ziół, ale to jeszcze nie czas na lawendę, a rozmaryn mi się zbuntował i dokonał żywota na balkonie (mogłam mieć swój udział w jego uśmierceniu...). Nie brałam też spirolu, bo trochę mnie on przeraża. Wzięłam wódeczkę, 40% to i tak sporo, jak na moje oko. A rozmaryn i lawendę miałam suszoną.


Ziółka wsypać do słoika i zalać wódeczką. Pozostawić na 2-3 tygodnie w ciemnym i ciepłym miejscu.


Potem przepuścić przez gazę i używać, rozcieńczając z wodą w stosunku 1:1. Tadam!

2. Woda Królowej Węgier - wersja zmodyfikowana


L'eau de la reine d'Hongrie, inaczej zwaną Aqua Reginae Hungaricae możemy sobie zmodyfikować w zależności od potrzeb. Mam skórę tłustą i skłonną do błysku, dlatego też do podstawy (lawenda i rozmaryn) dodałam inne zioła, które służą takiemu typowi cery.



A wygląda to tak:



Ogólnie rzecz ujmując rozmaryn (którego mamy w Wodzie Królowej Węgier najwięcej) działa ujędrniająco, przeciwzmarszczkowo, antybakteryjnie i stymulująco, jeśli chodzi o krążenie. Lawenda odżywia skórę, poprawia ukrwienie skóry, dezyfekuje, odmładza i wygładza. Do zmodyfikowanej wersji dodałam jeszcze:

  • liście laurowe (usprawniają krążenie krwi, zapobiegają namnażaniu się bakterii, usuwają niedoskonałości skóry i chronią przed oznakami starzenia)
  • skrzyp polny (uelastycznia skórę, wspomaga gojenie się ranek, regeneruje i odżywia cerę),
  • szyszki chmielu (opóźniają proces starzenia się skóry i dobrze oczyszczają z brudu)
  • a także miętę (reguluje wydzielanie sebum, odświeża i wygładza).







No cóż, zobaczymy co z tego będzie! Byłoby miło, gdyby woda posłużyła mi dobrze w roli toniku :).

3. Chlapnij sobie naleweczki!


Woda Królowej Węgier była też perfumem, ale czy dzisiaj chcemy tak pachnieć? Woda wonieje alkoholem i ziołami, ale... co kto lubi! Niemniej jednak Larendogrę możemy sobie też chlapnąć! 30 kropel rozpuszczamy w kieliszku wody i raz, maksymalnie dwa razy dziennie raczymy się ową naleweczką. W ten sposób "działamy" i od wewnątrz, i od zewnątrz. Kompleksowo, można rzec!


A Wy robiłyście Wodę Królowej Węgier? Macie w planach? :)



Bibliografia:
S. A. Sroka, Elżbieta, (w:) Piastowie. Leksykon biograficzny, Kraków 1999. 
J. Besala, Małżeństwa królewskie - Piastowie
dr H. Różański, Rozmaryn lekarski
dr H. Różański, Kwiat lawendy - Flos Lavandulae


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...